Dlaczego coachowie powinni pisać książki?

Dlaczego coachowie powinni pisać książki?

Zdarzyła mi się ostatnio niezwykła rzecz: i to kilka razy pod rząd.

 Od kilku miesięcy podróżuję z moim warsztatem dla coachów. Daję znaczącą część tego, czego klienci coachingu mogą doświadczyć, stosując narzędzia pochodzące z terapii narracyjnej. Za każdym razem jest to inna opowieść.

 Na spotkanie Klubu Coacha w Katowicach przyszli w większości moi przyjaciele i bardzo dobrzy znajomi, zaciekawieni spotkaniem ze mną. I kilka nowych osób, które miło było poznać. Zaczęłam ten warsztat podekscytowana spotkaniem i ściskaniem każdego na powitanie oraz bardzo przejęta tym, co może się wydarzyć. Miałam wrażenie, że czas płynie jakimś innym rytmem i trzy godziny warsztatu minęły jak trzy dni i trzy sekundy jednocześnie – były wypełnione bogatą treścią, ale nie zauważało się płynącego czasu. Na zakończenie warsztatu opowiadałam, czym jest tworzenie dokumentów w terapii narracyjnej. Zachęciłam uczestników do zrobienia swojego zapisu poradzenia sobie z własnym trudnym doświadczeniem. Żeby przekonać tych, którzy obawiają się, że do tego potrzebny jest talent pisarski, wysmarowałam „na kolanie” kilka krótkich wierszyków o swoich własnych doświadczeniach. (Ci z Was, którzy kiedykolwiek mieli złamane serce i w tym czasie napisali piosenkę, wiedzą, o czym mówię – czasami słowa po prostu same przychodzą.) Na zakończenie zapytałam, czy ktoś jeszcze chce się podzielić swoim dokumentem. I wtedy wstała Jowita Trzaska i powiedziała: „Ja nie napisałam ani wiersza, ani piosenki. Ja napisałam książkę. I ją wydałam”, po czym podeszła do mnie i wręczyła mi egzemplarz o tytule: „Bosko nieidealna. Kreuj lesze jutro”.

 Pędziłam do domu i jeszcze przed snem, zaciekawiona, przeczytałam pierwszy rozdział.

 Przez kolejne trzy miesiące poprowadziłam kilka warsztatów w innych miastach i na każdym z nich wydarzyło się coś niezwykłego:

  1. W Krakowie jedna z uczestniczek okazała się być tancerką i nauczycielką tańca orientalnego. Na zakończenie poprowadziła rozgrzewające shimmy.

  2. W Sopocie spora część warsztatu zajęła gorącą dyskusja o tym, co powinniśmy doceniać w swoim życiu (i że raczej skłaniamy się ku niedocenianiu niż docenianiu własnego życia). Zapalnikiem była moja opowieść o tym, dlaczego tancerki orientalne mają wokół bioder chusty z przyszytymi do nich monetami. Tworzyliśmy opowieści alternatywne, bazując wokół tego, co nam – rzekomo – w życiu nie wyszło. Obejmowaliśmy całe doświadczenie, nie negując trudnych emocji i trudnych myśli na własny temat. Nigdy wcześniej nie słyszałam refleksji z bardziej transformujących mini-sesji, chociaż na warsztacie w większości byli nie-coachowie. Pokazuje to moc narzędzi narracyjnych i ich jednoczesne bezpieczeństwo w rękach ludzi, którzy nie są dyplomowanymi coachami i przyszli przeżyć coś dla siebie.

  3. W Łodzi na moją listę mailingową wpisał się Tupcio Chrupcio - bohater serii książeczek dla dzieci.
  4. W Rzeszowie usłyszeliśmy o tym, jak to jest być kobietą-operatorką koparki (a przede wszystkim jak to jest zdobyć uprawnienia do obsługi koparki, będąc piękną, inteligentną kobietą). Były też łzy w oczach i milczenie i jeszcze dłuższa chwila na „pozbieranie się” po zakończeniu warsztatu.

(Przede mną jeszcze spotkania z coachami w Zielonej Górze, Warszawie, Poznaniu i Bielsku-Białej. Usłyszę jeszcze pewnie niejedną opowieść.)

 Książkę Jowity Trzaski przeczytałam z wielką przyjemnością. Jej „kadry z życia” czyta się jak powieść. A część praktyczna złożona z ćwiczeń coachingowych prowadzi do tego, by nie trzeba było czekać czterdziestu lat, by zacząć mieć spełnione życie. Pomyślałam, że wykonując tę praktyczną część, zaczyna się pisać własną książkę. To wspaniałą zachęta do podzielenia się własnymi doświadczeniami i refleksjami, które z nich pochodzą.

 Prawie trzy miesiące „Bosko nieidealna” przeleżała na moim biurku, czekając na ten wpis. Nie otwierałam nowego dokumentu w folderze „blog”, dopóki nie dołączyła do mnie inna książka: „Kobietą być” Elizy Żywickiej. Elizo, Twój rozdział „Przedsiębiorcą być” przeczytałam z wypiekami na twarzy! To zapisane doświadczenia kobiety w jej rolach: córki, siostry, żony, kochanki, matki, przedsiębiorczyni. Z każdej opowieści wypływa lekcja z przestrzenią na wysnuwanie wniosków z własnego życia. Spisując to, co się Wam przydarzyło, według ćwiczeń proponowanych przez Elizę, znów... macie szansę napisać książkę.

Coachowie są w bardzo nieuprzywilejowanej sytuacji: my nie opowiadamy o sobie. Nie jesteśmy jak mówcy motywacyjni, którzy ze sceny wykrzykują swoje gorzkie doświadczenia i że nigdy się nie poddali, a teraz nie wiedzą, co zrobić z tymi milionami dolarów. Nie. Coachowie wysłuchują opowieści. Cała moc transformacyjna coachingu narracyjnego polega na tym, że klient wchodzi do gabinetu z jedną opowieścią, a wychodzi z inną, bogatszą, wzmacniającą. Na tym polega praca coacha – jesteśmy facylitatorami i agentami zmian. Nasi klienci mogą napisać o swojej przemianie sto książek, które się będą tworzyć poprzez nasze towarzyszenie im w osiąganiu celu. A my w tym czasie nie napiszemy ani jednej.

Dlatego uważam, że wszyscy coachowie powinni pisać książki. Bo my też mamy swoje opowieści, które mogą zmienić życie innych na bardziej spełnione. Możecie zacząć pisać swoje od przeczytania książek Jowity Trzaski i Elizy Żywickiej. Możecie poczekać, aż zrobię warsztat online „Jak zacząć pisać”. Możecie też zacząć od dokończenia zdania: „Najważniejszą i zarazem najpiękniejszą lekcją w moim życiu było...”


Powodzenia!


PS. Ja się zajmuję fikcją. Czas na moją opowieść o sobie jeszcze nie nadszedł :-). Kto jeszcze nie widział mojej najnowszej powieści, zapraszam: Najduszek i inne.